Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głos Narodu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Głos Narodu. Pokaż wszystkie posty

10 VII 1899: w mleczarni Dobrzyńskiej w Parku Jordana


Zaraz po przekroczeniu bramy głównej Parku Jordana znajdował się drewniany pawilon mieszczący jedną z filii znanej w Krakowie mleczarni Eweliny Dobrzyńskiej. Tak opisane jest to miejsce w "Księdze adresowej Krakowa i Podgórza" z 1905 roku:
   Po lewej zaś stronie pawilonu widać rozstawione stoły, ławki i krzesła - to "Mleczarnia p. Eweliny Dobrzyńskiej", przeznaczona dla młodzieży i gości zwiedzających.
   Tu również wspomnieć należy, że firma p. Dobrzyńskiej, znana ze swoich licznych filii sprzedaży nabiału w mieście, zrosła się niejako z parkiem Dra Jordana, gdyż niemal od początku założenia paku ma tu również jedną ze swych filii. - Dostarcza smacznego nabiału, kawy, herbaty i t. p. młodzieży bawiącej się w parku w osobnym wspaniałym pawilonie mleczarskim zaraz u wstępu do parku po stronie lewej.
   Dzięki współdziałaniu tejże firmy dla dobra i rozwoju parku, zwłaszcza pod względem frekwencyi gości - park staje się coraz przyjemniejszym miejscem spacerowym dla publiczności, która tu jedynie przyjemne wytchnienie znaleźć może...
   Firma p. Dobrzyńskiej wprowadziła w ostatnich czasach bezpłatne koncerty orkiestralne - co się niemało przyczynia do ożywienia tego pięknego miejsca spacerów i świeżego powietrza.
Projekt mleczarni w Parku dra H. Jordana autorstwa Jana Rzymkowskiego z 1898 roku [źródło]
Mleczarnia Eweliny Dobrzyńskiej mogła pochwalić się też pierwszą nagrodą uzyskaną podczas wystawy mleczarskiej w Wiedniu w 1899 roku za mleko wielokrotne, masło i sery, a w szczególności za ser limburski.
Niestety, drewniany pawilon nie zachował się do dnia dzisiejszego. W 1967 roku strawił do pożar, a na jego miejscu wybudowano restaurację, która od dłuższego czasu jest już jednak zamknięta.

Pocztówka z wizerunkiem mleczarni w Parku dra H. Jordana [źródło]
Reklama mleczarni [źródło: "Księga adresowa Krakowa i Podgórza" z 1905 roku]

Pierwszy fragment prasowy pochodzi z dziennika "Głos Narodu" 1899 nr 153 (10 VII)

Bibliografia:
1) "Księga adresowa Krakowa i Podgórza" z 1905 roku.
2) Alegata do Sprawozdań Stenograficznych z Czwartej Sesyi Siódmego Peryodu Sejmu Krajowego Królestwa Galicyi i Lodomeryi z Wielkiem Księstwem Krakowskiem z roku 1898/9.

27 VI 1899: krakowskie "Wianki" świętem pirotechnika Mądrzykowskiego


Opis pięknej uroczystości "Wianków" z końca XIX wieku jest doskonałym pretekstem do przybliżenia krakowskiej osobliwości - pirotechnika Michała Mądrzykowskiego, gdyż właśnie tego dnia co roku jego sztuki zapierały dech w piersiach zgromadzonych nad Wisłą krakowian.
"Wianki" w Krakowie, wg Stanisława Tondosa, 1878 [źródło]
Michał Filip Mądrzykowski urodził się 21 stycznia 1854 roku, jako najstarszy syn Jana Michała i Kornelii. Zainteresowanie pirotechniką przejął od ojca, który już od wielu lat urządzał w Krakowie pokazy ogni sztucznych. Michał, mając jedynie 11 lat zaczął uczyć się fachu, a zaledwie cztery lata później urządził swój pierwszy samodzielny pokaz pirotechniczny. Nastolatek otrzymał zgodę od c.k. Namiestnictwa we Lwowie na dwukrotne palenie ogni na Błoniach krakowskich i całe szczęście, gdyż pierwsza próba nie powiodła się z powodu deszczu. Przez całą jego karierę zawodową aura nie była mu najbardziej sprzyjającą. Jak pisał Bronisław Drobner w swoich wspomnieniach: Na sto takich pokazów z dziewięćdziesiąt nie udawało się, bo właśnie wtedy, gdy już wspaniały mąż stanu, popularny pan Mądrzykowski pierwszymi wystrzałami z moździerzy donosi Krakowowi znać, że przystępuje do dzieła – zaczyna padać deszcz. Jednak druga próba, dokładnie 22 sierpnia 1868 roku zakończyła się sukcesem i tłum gapiów zgromadzonych na Błoniach mógł podziwiać samodzielnie sfabrykowane przez młodego Mądrzykowskiego ognie sztuczne.

Plakat pokazu ogni Michała Mądrzykowskiego z 1869 roku [źródło]
W latach 1874-1876 Michał Filip musiał przerwać rozpoczynającą się karierę ogniomistrza, gdyż na trzy lata został wcielony do wojska. Tam rozwijał jednak swoje talenty muzyczne i jako skrzypek udzielał się w wojskowej orkiestrze. Po skończonej służbie nadal zajmował się muzyką i nawet wybrał się w tournée z młodszym bratem, podczas którego poznał swoją przyszłą żonę. Państwo młodzi, połączeni węzłem małżeńskim 14 lutego 1888 roku, początkowo zamieszkali w rodzinnym mieście żony, Astrachaniu. Po kilku jednak latach Michał Filip powrócił wraz z nową rodziną do Krakowa, gdzie osiedlił się w dawnym domu przy ulicy Łobzowskiej 43 (obecnie stojący pod tym adresem budynek pochodzi z lat 30. XX wieku). Po śmierci ojca, Jana Michała, w 1894 roku Michał Filip przejmuje produkcję ogni sztucznych i już w następnym roku otrzymuje koncesję na wykonywanie zawodu.

[źródło: "Kalendarz Krakowski Józefa Czecha" na rok 1904]
Michał Filip Mądrzykowski nabył też posiadłość w Przegorzałach, nieopodal Krakowa, gdzie przeniósł swoją wytwórnię ogni sztucznych, jednak wciąż można było kupować od niego wszelkie wyroby pirotechniczne na ulicy Łobzowskiej. Najpóźniejsze ogłoszenia prasowe "Piromądrzyka Technikowskiego", jak był nazywany ogniomistrz w Krakowie, pojawiły się w 1910 roku.


[źródło: "Nowa Reforma" 1910, nr 14 (11 I)]
Zany pirotechnik, zmarł, po ciężkiej chorobie, będąc częściowo sparaliżowanym, 30 września 1919 roku, a wraz z nim zanikła rodzinna tradycja wyrobu sztucznych ogni Mądrzykowskich. 
 
[źródło: "Nowa Reforma" 1903, nr 118 (26 V)]

Stanisław Broniewski podaje nam jedną z receptur rodu wraz z komentarzem producentów:

"ognie bengalskie po moim ojcu Janie pirotechniku były do czasu dobre, ale potem okazały się niezupełnie bezpieczne. Zielony beng.: chloranu - 32, siarki - 18, baryty - 50, sadzy - 1. Żółty na lance, trudno się zapala: sal. - 9, siarki - 3, sal. chil. - 2. Źółty nie wilgotny, ale zmoczony! Na sucho pali się gwałtownie: chlor - 12, natr. oxal. - 2, węgl. sody - 1, siarki - 2, węgla mięk. - 13 a może 100. Awanturny, do dupy, niebieski z fontanną niebieską, dobry i ładny na gwiazdy i deszcz, może bez gówna dyabelskiego, saletry - 12, węgl. drob. - 5, cynk op. - 14. Fiu, fiu, fiu, cudo i tylo. Fiolet na lance: chlor - 14, siarkan miedzi - 6, kredy - 5, kalomelu - 8, siarki - 6, szellak - 1/2, a może nieco diabelskiego guwna"

[źródło: Dziesięciolecie Polski Odrodzonej. Księga pamiątkowa 1918-1928, Kraków-Warszawa 1929]

W tym roku "Wianki" w Krakowie już obchodziliśmy, był także tradycyjny pokaz sztucznych ogni. Przed imprezą dało się jednak słyszeć wiele głosów sprzeciwu, że to bezsensowne wyrzucanie pieniędzy w błoto (a raczej w niebo), że ogromny stres dla czworonogów i podobno, że ptaki mają teraz okres lęgowy i taki pokaz je niepotrzebnie stresuje. Pewnie to wszystko prawda, ale wystarczy przeczytać jak wspominał pokazy pirotechniczne Mądrzykowskiego Ferdynad Goetel, żeby cieszyć się takim widowiskiem: Czy warto wspominać tak błahe rzeczy? Wszelako, żyje się nie tym, co potoczne, a między tym, co było i może kiedyś być. Gdy jednak dzień jutrzejszy ziścił się nam już nieraz, przynosząc zawód oczekiwaniem, odwracamy się od pokus przyszłości i marzymy, patrząc wstecz. W tym siła wspomnień urzekająca.

Pierwszy fragment prasowy pochodzi z dziennika "Głos Narodu" 1899, nr 143 (27 VI)

Bibliografia:
1) Stanisław Broniewski, Spotkania z Krakowem, Kraków 1975.
2) "Czas krakowski" 1994 (25-26 czerwca), artykuł: Prometheus fatalis.
3) Ferdynand Goetel, Patrząc wstecz. Wspomnienia, Gdańsk 2000.

13 XII 1906: remont pinakli kościoła marjackiego


Remontem pinakli ustawionych na szkarpach kościoła mariackiego kierował Zygmunt Hendel, znany architekt krakowski. Praca ta trwała kilka lat, ale w 1906 roku wreszcie udało się je zakończyć.

Pinakle kościoła mariackiego [źródło]
Wieża kościoła mariackiego podczas remontu, 1911-1914 [źródło]
Powyżej zdjęcie wykonane przez Ignacego Kriegera podczas późniejszego remontu wieży mariackiej. Dobitny dowód na to, że rusztowania i oparkanienia rzeczywiście nie dodawały uroku, a wręcz przeciwnie. Szczególnie jeśli trwa to kilka lat.
"Kalendarz krakowski" Józefa Czecha R. 63: 1894 r.
Na koniec reklama zakładu kamieniarsko- rzeźbiarskiego Józefa Kuleszy, który wykonał wspomniane pinakle dla kościoła.

Fragment prasowy pochodzi z gazety "Głos Narodu" 1906, nr 515 (13 XII)

21 XI 1895: Henryk Siemiradzki kończy nowy obraz


Pisali, że Henryk Siemiradzki kończy malować obraz, natomiast, jak mówią źródła dzieło było gotowe dopiero w 1897 roku. Mowa oczywiście o obrazie "Dirce chrześcijańska".

Henryk Siemiradzki, "Dirce chrześcijańska", 1897 [źródło]
Siemiradzki nie ociągał się ze swoją pracą, wręcz przeciwnie, obraz o którym mowa w notce prasowej był pierwszą wersją "Dirce chrześcijańskiej". Sam Siemiradzki mówił o nim: "Wtedy kiedy myślałem o tej pracy i tworzyłem do niej szkic, powieści Sienkiewicza jeszcze nie było. Większy podkończony szkic zrobiłem w roku 1886. Natchnął mnie tą myślą Renan swoim Antychrystem, w którym na podstawie autorów rzymskich opowiada, że chrześcijanki będące Rzymiankami skazywano na śmierć przez przywiązanie do byka, który goniony przez gladiatorów stawał się w końcu ich pastwą, wraz z ludzką ofiarą męczeństwa.”"

Zainteresowanych tematem odsyłam do ciekawego artykułu na culture.pl

Notka prasowa pochodzi z "Głosu Narodu" 1895, nr 268 (21 XI)

10 XI 1900: pożegnanie prof. Jacka Malczewskiego


W 1900 roku Jacek Malczewski, doskonale znany wszystkim malarz, zrezygnował z posady profesora Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Mimo sympatii uczniów, jak czytamy w notatce prasowej, Malczewski "musi ustąpić". Jakie to przyczyny go do tego zmuszają? W internetowych źródłach udało mi się znaleźć jedynie wzmiankę o konflikcie, nazywanym często "głębokim" z Julianem Fałatem, ówczesnym dyrektorem ASP.

Czym Fałat sobie zawinił? Po śmierci Jana Matejki, znakomitego dyrektora i mentora w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych od 1895 roku roku dyrekturę objął Fałat. Dokonał on niemałej rewolucji w Szkole, m.in. wprowadził katedrę pejzażu, który za urzędowania Matejki był praktycznie zakazany oraz za jego czasów przemianowano uczelnię na Akademię Sztuk Pięknych.
Z Malczewskim musiał mieć dobre stosunki - obaj byli członkami Towarzystwa Artystów Polskich "Sztuka" i to właśnie dzięki Fałatowi został Malczewski powołany na profesora w Szkole Sztuk Pięknych. Więc skąd ten konflikt?

Jacek Malczewski, koniec XIX wieku

Jedna z wersji mówi: "Autor obrazów [Malczewski] poczuł wstręt do rektora krakowskiej ASP Juliana Fałata, ponieważ ten oprowadzając ministerialnego gościa z Wiednia po pracowni, zapomniał przedstawić profesora prowizorycznego Malczewskiego. Z hukiem tedy opuścił ASP."

A jak wypowiadał się sam Malczewski? We fragmencie książki "Spotkania z Krakowem" czytamy: "Po niejakim czasie ustąpiłem z Akademii Sztuk Pięknych jako profesor. Wyspiańskiemu zaproponowano miejsce po mnie. Przyszedł się poradzić mnie, czy miejsce ma przyjąć. Ja twierdziłem, że go wzywają jako wielki talent literacki, mający głośne imię poety w Polsce, by prestiż Akademii Krakowskiej podniósł. Akademia wówczas była słynnym "Zielonym Balonikiem" zdeprawowana, dlatego Wyspiańskiemu odradzałem przyjęcie posady profesora Akademii." 

Wyraźnie widać, że przyczyną konfliktu były różnice w poglądach, Malczewskiemu nie podobał się "marazm w towarzystwie wzajemnej adoracji i brak dobrych do niedawna dokonań członków z tytułami profesorów". Koniec końców, po odejściu Fałata z Akademii Malczewski wrócił do grona profesorskiego, a nawet sam zasiadł na fotelu dyrektora.

Fragment prasowy pochodzi z "Głosu Narodu" 1900, nr 257 (10 XI)

Bibliografia:
1. J. Bieniarzówna, J.M. Małecki, Dzieje Krakowa. Kraków w latach 1796-1918, t. 3, Kraków 1979, s. 364.
2. S. Broniewski, Spotkania z Krakowem, Kraków 1975.
3. M. Sołtysik, Jak upadają wielcy
4. Wikipedia
Zdjęcie pochodzi z Narodowego Archiwum Cyfrowego