Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czas. Pokaż wszystkie posty

12 XII 1903: pomnik Jana Matejki


Sto i dziesięć lat temu redaktor "Czasu" uskarżał się, że Kraków nie ma pomnika Jana Matejki, a muzeum znajdujące się w domu Mistrza to także zbyt mało. Prace nad monumentem tak ważnego dla miasta artysty trwały, a inicjatywę podjęło Towarzystwo im. Jana Matejki. Zbierano na ten cel fundusze i w maju 1903 roku stan kasy wskazywał 1793 korony. Został wykonany także projekt pomnika, którego autorem był Leon Wyczółkowski.

Leon Wyczółkowski, "Husarz na koniu", projekt pomnika Matejki, 1904 [źródło]


Leon Wyczółkowski, Projekt pomnika ku czci Jana Matejki, 1935 [źródło]

Niestety, funduszy z jakiegoś powodu nie dozbierano i planowany pomnik Jana Matejki nie stanął w mieście. Trochę trzeba było poczekać, bo dopiero niedawno, tj. 12 listopada 2013 roku odsłonięto na Plantach przy Barbakanie rzeźbę autorstwa Jana Tutaja, przedstawiającą siedzącego w fotelu Mistrza w monumentalnej ramie, której obszar wypełniają drzewa lub zabytki architektury, w zależności z której strony pomnik będziemy oglądać.

Jan Tutaj, Pomnik Jana Matejki, 2013 [źródło]
Pomnik, który stanął tego roku na Plantach, nie jest jedynym pomnikiem Matejki, jaki mamy w Krakowie. Nie należy zapominać o jego popiersiach w Parku Jordana, na fasadzie Pałacu Sztuki od strony Placu Szczepańskiego, przed Dworkiem Jana Matejki i nad wejściem do głównego budynku ASP. Ponad sto lat temu mówiono, że w Krakowie "pomników jest mało", dziś mamy ich chyba aż nadto.

Fragment prasowy pochodzi z dziennika "Czas" 1903, nr 284 (12 XII), wydanie popołudniowe

Bibliografia:

9 XII 1902: hygiena włosów

Magiczny szampon do włosów i jeszcze bardziej czarodziejski grzebień. Włosy Anny Csillag gwarantowane!



Obie reklamy pochodzą z dziennika "Czas" 1902, nr 282 (9 XII)

1 XII 1891: w kawiarni u Schmidta


Budżet plantacyjny innym razem, bo dziś zainteresowała mnie letnia kawiarnia pana Schmidta, o której mowa w punkcie 4. Nie byłoby dekadencji przełomu wieków i krakowskiej bohemy bez zadymionych knajp, czyli siedlisk środowiska artystycznego.

Młody Władysław Schmidt (lub Schmid) przybyły do Krakowa spod Lwowa w 1884 roku założył kawiarnię na rogu ulicy Szewskiej (nr 27) i Plant. Początkowo bywali tam głównie publicyści, literaci, a także malarze. Z czasem kawiarnia zyskała większe grono sympatyków, które niezrażone niczym przesiadywało tam nader często. Znana jest anegdota o kawiarni, którą zapisał Boy-Żeleński: "Było tam nieprawdopodobnie brudno, bo właściciel, jako radny miejski, nie lękał się żadnych przepisów i inspekcji. Kiedy mu ktoś zwracał przyjacielską uwagę, że jednak warto by oddzielić kuchnię od klozetu i wprowadzić pewne elementarne ulepszenia, odpowiadał spokojnie: „Pełniej nie będzie”, pokazując gestem salę, w której w obłokach dymu istotnie była głowa przy głowie."

"Kalendarz krakowski" Józefa Czecha, R. 57: 1888 r.
Kawiarnia ściągała w swoje progi tłumy nie tylko dzięki "wyborowem pieczywem ciast wszelkiego rodzaju", tortom, piramidom, blamanżom, galaretkom owocowym i szarlotkom, ale także dzięki codziennej prasie, której dostarczał właściciel dla gości. W tamtejszej kawiarnio-czytelni można było rozkoszować się poranną kawą (choć podobno nie najlepszych walorów smakowych) i świeżą gazetą, a oczy nacieszyć "kawiareczkami", czyli pięknymi paniami podającymi ową kawę.

Szkic na budowę kawiarni Schmidta [źródło]
Od 1889 roku kawiarnia Schmidta przeżywała swój najaktywniejszy okres. Budynek poszerzono o efektowną werandę projektu Józefa Pokutyńskiego, która była zwrócona w stronę Plant oraz wynajęto także trzy pokoje na pierwszym piętrze kamienicy. Miejsce stało się prawdziwym klubem dyskusyjnym, a wspomniana weranda "przystanią dla namiętnych dyskutantów podniecanych nowinkarstwem zagranicznych prądów artystycznych."

"Kalendarz krakowski" Józefa Czecha, R. 63: 1894 r.
W 1891 roku, o którym mowa we fragmencie prasowym, kawiarnia Schmidta nadal cieszyła się ogromną popularnością, o czym świadczy potrzeba powiększenia terenu na ogródek letni, który miał już zajmować pas Plant między ulicą Szewską a placem Szczepańskim (jeszcze większy obszar niż obecny tam teraz teren Bunkier Cafe). Dodatkowo miejsce kusiło stołem bilardowym na piętrze kamienicy.
W kawiarni u Schmidta przesiadywali przedstawiciele krakowskiej bohemy m.in. Kazimierz i Włodzimierz Tetmajerowie, Ignacy Daszyński, Stanisław Wyspiański, Maciej Szukiewicz, Karol Maszkowski, a także Lucjan Rydel, do którego rodziców należała dawniej ta kamienica. Jednakże, jak wspomina Antoni Waśkowski, "atmosfera u Schmida nie miała magnetycznej siły i hipnotyzującego czaru, nastroju. Przeszkadzał tu artystom nieproszony gość-intruz - niepotrzebna obecność kołtuna krakowskiego, nie mającego ze sztuką nic wspólnego...".

Ze specjałów cukierni udało mi się rozszyfrować co to jest "blamanż" (coś na podobieństwo budyniu), ale czy ktoś mi pomoże z "piramidą"?

Pierwszy fragment pochodzi z dziennika "Czas" 1891, nr 275 (1 XII)

Bibliografia:
1. historiaswiata.com.pl
2. I. Homola-Skąpska, Krakowskie cukiernie i kawiarnie w XIX wieku, 1996
3. krakow.gazeta.pl
4. T. Żeleński (Boy), Znaszli ten kraj?..., 2001



29 XI 1907: Stanisław Wyspiański nie żyje

Dziś będzie odrobinę tylko o Stanisławie Wyspiańskim, o którego śmierci pisały 106 lat temu niemal wszystkie dzienniki.


Stanisław zmarł 28 listopada 1907 roku na kiłę, na którą to cierpiał od czasu swego powrotu z Paryża w 1894 roku. 

Wyspiański na łożu śmierci w Domu Zdrowia,
ANK, Akta związane ze Stanisławem Wyspiańskim, sygn. StW 20 [źródło]

 Do momentu pogrzebu, który odbył się 2 grudnia, jego ciało było wystawione w kaplicy w podziemiu kościoła Pijarów w Krakowie. Poniższe zdjęcia ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego przedstawiają ostatnią drogę Wyspiańskiego poprzez ulice Krakowa wraz z towarzyszącym mu tłumnie korowodem pogrzebowym.


Na koniec ostatni autoportret Stanisława Wyspiańskiego wykonany w roku jego śmierci. Z artykułu na początku dowiadujemy się, że postępujący paraliż uniemożliwiał mu stopniowo malowanie, co widać w grubych i niedokładnych pociągnięciach ołówka na tym portrecie.

http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Wyspianski/Wysp_Autoportrety.htm
Stanisław Wyspiański, "Autoportret", 1907 [źródło]

Fragment z prasy pochodzi z gazety "Czas" 1907, nr 275 (29 XI), wydanie poranne

19 XI 1899: ja, Anna Csillag z olbrzymiemi włosami

Poniższe ogłoszenie przykuło moją uwagę parę dni temu i zachęciło do poszukiwań informacji o pięknej Annie Csillag.


Kim była Anna Csillag?
Bruno Schulz w zbiorze "Sanatorium pod klepsydrą" w tekście "Księga" pisał o niej tak: "Była to długa historia, podobna w konstrukcji do historii Hioba. Anna Csillag z dopustu bożego dotknięta była słabym porostem. Całe miasteczko litowało się nad tym upośledzeniem, które wybaczano jej ze względu na nienaganny żywot, chociaż nie mogło ono być całkiem niezawinione. I oto stało się na skutek gorących modłów, że zdjęta była z jej głowy klątwa. Anna Csillag dostąpiła łaski oświecenia, otrzymała znaki i wskazówki i sporządziła specyfik, lek cudowny, który jej głowie przywrócił urodzajność. Zaczęła porastać we włosy i nie dość na tym, jej mąż, bracia, kuzynowie także z dnia na dzień opilśniali się tęgim, czarnym futrem zarostu. Na drugiej stronie pokazana była Anna Csillag w sześć tygodni po objawieniu jej recepty, w otoczeniu swych braci, szwagrów i bratanków, mężów brodatych po pas i wąsatych, i z podziwem patrzyło się na ten prawdziwy wybuch nie sfałszowanej, niedźwiedziej męskości. Anna Csillag uszczęśliwiła całe miasteczko, na które spłynęło prawdziwe błogosławieństwo w postaci falujących czupryn i grzyw ogromnych i którego mieszkańcy zamiatali ziemię brodami jak miotły szerokimi. Anna Csillag stała się apostołką włochatości. Uszczęśliwiwszy rodzinne miasto, zapragnęła uszczęśliwić świat cały i prosiła, zachęcała, błagała, aby przyjąć dla zbawienia swego ten dar boży, ten lek cudowny, którego sama jedna znała tajemnicę."

Czy Anna Csillag żyła naprawdę?
Fenomen długowłosej Anny rozpoczął się w latach 80. XIX wieku, kiedy to w europejskiej prasie pojawiły się reklamy pomady kosmetycznej ozdobionej wizerunkiem panny Csillag. Dziewczyna z obrazka szybko stała się legendą, dzięki szczerej historii i delikatnemu urokowi (w zależności od ilustratora), które wyróżniały się wśród prasowych ogłoszeń. Z tak bujną czupryną i jeszcze bardziej interesującą historią była inspiracją dla wielu pisarzy, poetów i muzyków.


Firma rzeczywiście była prowadzona pod nazwiskiem Csillag, a Anna, urodzona na Węgrzech, była przez pewien okres (już w XX wieku) jej właścicielką. Jednak jej historia była najprawdopodobniej marketingowym wytworem, propagandą mającą zachęcić do kupna cudownej pomady na włosy. Pomysł godny pozazdroszczenia, bo mazidło sprzedawało się wyśmienicie, dzięki niewielkiej cenie, łatwej dostępności i oczywiście "wiarygodnej" reklamie. Skuteczność raczej wątpliwa. Anons pojawiał się regularnie w gazetach węgierskich, czeskich, niemieckich, austriackich, polskich i wielu innych.

Skusilibyście się na wypróbowanie tej pomady (pytanie kierowane raczej do Pań, choć nie ograniczam)? Dla zachęty parę zdjęć naśladowczyń Anny Csillag sprzed wieków.

Od lewej: [źródło 1], [źródło 2], [źródło 3]

Reklama pochodzi z dziennika "Czas" 1899, nr 265 (19 XI)

Bibliografia:
1. Anna Csillag ikona marketingu [tekst niemiecki]
2. Bruno Schulz, "Księga" w: "Sanatorium pod klepsydrą"
3. brunoschulz.org 
4. Piwnica pod Baranami [tekst piosenki]